Szekspir o mechanizmach demokracji

Wpis ukazał się po raz pierwszy w dniu 28 listopada 2015 w poprzedniej wersji mojej strony internetowej. 

Dwukrotnie pisałem już na moim blogu o retransmisjach prezentowanych w Warszawie w cyklu NT Live, w którym brytyjski Teatr Narodowy nagrywa i pokazuje w kinach na całym świecie swoje wybrane spektakle. A tak naprawdę nie tylko swoje, bo do projektu zapraszane są również inne czołowe sceny Londynu. Tak właśnie było ze spektaklem, którym zajmę się dzisiaj. Pierwotnie został wystawiony w kameralnym Donmar Warehouse, niezwykle ciekawym architektonicznie teatrze w dzielnicy Covent Garden, zaadaptowanym z dawnej dojrzewalni bananów. Premiera „Koriolana” Szekspira w reżyserii Josie Rourke, dyrektor artystycznej tej sceny, odbyła się 6 grudnia 2013. Ostatni raz sztukę w tej inscenizacji zagrano 13 lutego 2014, a dwa tygodnie wcześniej, 30 stycznia, odbył się spektakl specjalny w obecności kamer NT Live. Po raz pierwszy został pokazany w kinach na całym świecie zimą i wiosną 2014, zaś tej jesieni dostępne są projekcje powtórkowe.

W roli tytułowej wystąpił Tom Hiddleston, regularnie plasujący się w czołówce rankingów najprzystojniejszych brytyjskich aktorów. Nie mnie oceniać jego urodę, warto jednak zauważyć, że Hiddleston zagrał postać Koriolana mając niespełna 33 lata, co plasowało go wśród historycznie młodszych odtwórców tej roli. Jak mówiła w wywiadach reżyserka, był to celowy zabieg, bowiem chciała pokazać bohatera jako mężczyznę w pełni sił, kipiącego energią, wręcz atletycznego. Spektakl wymagał od aktorów poważnego przygotowania fizycznego, co widać na tym filmiku promocyjnym:

Inną cechą spektaklu, którą pokazuje dobrze ten klip, jest też brutalność tej inscenizacji. Oczywiście to jest teatr i niewątpliwie widzowie mają większe poczucie umowności całej sytuacji niż np. w pełnych efektów specjalnych serialach. Ale z drugiej strony, na załączonym obrazku widać, ile pracy musiały codziennie wkładać charakteryzatorki, aby przeobrazić takie „ciacho” (jak twierdzi wiele Brytyjek) jako Tom Hiddleston w niemiłosiernie skatowanego, pooranego bliznami Koriolana. Zresztą sam Szekspir bardzo obrazowo pisze o tych wszystkich ranach w tekście sztuki, tyle że nie wszyscy realizatorzy decydowali się pokazać je tak dosłownie jak Josie Rourke i jej zespół.

Uważam to przedstawienie za bardzo solidne zarówno inscenizacyjnie, choć pod wieloma względami to dość minimalistyczna produkcja, jak i aktorsko. W obsadzie moją uwagę zwróciła dwójka aktorów dobrze znanych (również co ambitniejszym widzom w Polsce) z zupełnie innych miejsc. W dość tragikomicznej roli patrycjusza Meneniusza wystąpił Mark Gatiss. Jest to niezwykle wszechstronny artysta, pracujący zarówno jako aktor, jak i reżyser oraz scenarzysta. Dość powiedzieć, że miał bardzo istotną rolę w najnowszych odsłonach telewizyjnych „Sherlocka” i „Doctora Who”. Ale myślę, że polscy zbieracze DVD z brytyjskimi serialami (tak, mówimy jeszcze o czasach powszechnego kupowania DVD) mogą pamiętać Gatissa jako jednego z członków grupy komediowej Liga Dżentelmenów, której serial pod tym samym tytułem był chyba najlepszym wydanym w Polsce na płytach przykładem bardzo brytyjskiego, bardzo czarnego humoru.

Jeszcze większym zaskoczeniem w obsadzie była duńska aktorka (ale grającą tu piękną angielszczyzną!) Birgitte Hjort Sørensen, jedna z gwiazd znakomitego serialu politycznego „Rząd”, znanego chyba nawet lepiej pod oryginalnym tytułem „Borgen”. Rourke obsadziła ją jako Wirgilię, żonę głównego bohatera, która z bólem musi zaakceptować, że dla jej męża służba publiczna jest znacznie ważniejsza niż życie osobiste. Chociaż mówiąc szczerze, to została chyba jednak przyćmiona trochę przez dzielącą z nią wszystkie sceny Deborę Findlay, brawurowo wcielającą się w matkę Koriolana.

Kończąc powoli część o samej inscenizacji w Dormar Warhouse, zobaczny jeden ze zwiastunów:

A teraz kilka słów o samej sztuce, której walory zostały w tej inscenizacji wspaniale wyeksponowane. Nie będę streszczał fabuły, jak zwykle wyręczy mnie w tym Wikipedia. Skupię się na tym, co dla mnie w tym tekście jest ważne i uderzające. Przyjmując za obowiązującą oficjalną biografię Szekspira (chociaż tak naprawdę oczywiście nie wiemy do końca i nigdy się nie dowiemy, kto nim był), „Koriolan” należy do jego dość późnych sztuk, bowiem został napisany gdzieś pomiędzy 40. a 45. urodzinami pisarza, który zmarł w wieku 52 lat. W wywiadach promujących spektakl zwracał na to uwagę Tom Hiddleston. To jest już Szekspir dojrzały, wiedzący o świecie i ludziach naprawdę bardzo dużo. A ta sztuka to jego refleksja nad kluczowym dylematem, jaki przeżywa każdy, kto pełni służbę publiczną, zwłaszcza w systemie demokratycznym. Nad napięciem czy czasem tragicznym rozdźwiękiem między własnymi przekonaniami a wymogami polityki, w której pozycję często zawdzięcza się popularności.

Koriolan z jednej strony jest szaleńczo odważny, bohaterski, za swoją ojczyznę oddałby życie bez chwili zawahania. Co więcej, z obrzydzeniem traktuje pomysły, aby swoje wojenne rany traktować jako bilet do kariery politycznej. Z wielkim zakłopotaniem przyjmuje oddawane mu honory, bo uważa swoją postawę za normalną, za zwykły przejaw szczerego patriotyzmu, choć w rzeczywistości nikt z jego rodaków nie dorównywał mu męstwem.

Do tej pory wszystko super, skromny heros. Ale Koriolan ma też w sobie cechy, które każą niektórym nam współczesnym komentatorom nazywać go protofaszystą (tak wyraził się m.in. Mark Gatiss w jednym z wywiadów). Uważa się bowiem, zgodnie ze swym szlachetnym urodzeniem, za członka klasy społecznej predestynowanej do rządzenia. Nie ma za grosz szacunku do niższych grup społecznych, które określa bardzo pejoratywnie. Nie dość, że w głębi serca nie dba o swoją popularność jako polityka, to w gruncie rzeczy niezbyt przejmuje się jakimkolwiek dobrobytem „motłochu”, nawet na poziomie materialnym. Niezadowolenie prostych ludzi jest gotów pacyfikować przez brutalną siłę. W ogólnym rozrachunku „Koriolan” to posępne ostrzeżenie dla polityków wszystkich epok: w ustroju demokratycznym można zdobyć władzę nawet nie szanując samej demokracji. Ale zwykle jest to władza zdobyta na chwilę. Utrzymanie jej dłużej wymaga od takich polityków sprzeniewierzenia się własnym przekonaniom lub przejścia do zupełnie niedemokratycznych metod, co często bywa drogą do zguby.

Oczywiście są w tym tekście też inne wątki, ale przyznam szczerze, że np. przedostatnia scena, gdy zatwardziały żołnierz ulega łzom najbliższych, nie wydała mi się tu do końca przekonująca. Ale to znakomity powód, by wracać do tej sztuki także w innych inscenizacjach.

2 comments Add yours

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *