Proboszcz skradnie Wasze serca!

Wpis ukazał się po raz pierwszy w dniu 13 lutego 2016 w poprzedniej wersji mojej strony internetowej.

Poza Wielką Brytanią Richard Curtis znany jest przede wszystkim ze swojej twórczości filmowej. Cztery wesela i pogrzeb, Notting Hill czy To właśnie miłość – wszystkie te zabawne, a jednocześnie romantyczne historie wymyślił właśnie Curtis. W przypadku To właśnie miłość był nie tylko scenarzystą, ale również reżyserem. Pracował także jako współscenarzysta przy Jasiu Fasoli czy opisywanym już przeze mnie na blogu Not The Nine O’Clock News. I właściwie same te dokonania wystarczą, aby uznawać Curtisa za niezwykle ważnego twórcę w dziejach brytyjskiej komedii. Ale to jeszcze nie wszystko! Dzisiaj chciałbym opowiedzieć o serialu, który w Wielkiej Brytanii uchodzi za najważniejsze telewizyjne dzieło Curtisa oraz w ogóle za jeden z najistotniejszych britcomów lat 90. i 2000.

Wielki szok w małej wsi
Serial po angielsku nazywa się Vicar of Dibley, zaś jego oficjalny polski tytuł to „Pastor na obcasach”. Uważam to tłumaczenie za dramatycznie złe, przede wszystkim dlatego, że jest bardzo asekuracyjne i absolutnie niezgodne z ideą, która przyświecała Curtisowi i jego zespołowi przy tworzeniu tej produkcji. Ale szerzej wyjaśnię to pod koniec wpisu.

Fabuła zaczyna się tak: w małej wiosce Dibley, położonej w najbardziej prowincjonalnej części hrabstwa Oxfordshire, w wieku 107 lat umiera anglikański proboszcz, będący zarazem jedynym duszpasterzem parafii. Jest rok 1994 i od dwóch lat Kościół Anglii dopuszcza kapłaństwo kobiet. Ale mieszkańcy Dibley traktują ten fakt jako ciekawostkę z odległego świata. Nie do pomyślenia jest dla nich, że kobieta może zostać ich następnym proboszczem. W szczególności nie może wyobrazić sobie tego niezwykle konserwatywny przewodniczący rady parafialnej, nieformalny lider całej wsi i jej najbogatszy mieszkaniec. A jednak pewnego wieczora w jego domu pojawia się pulchna kobieta. Dzień jest deszczowy, więc nowo przybyła początkowo jest szczelnie opatulona w pelerynę. Ale gdy ją zdejmuje, zaczyna się szok. Bo ma na sobie koloratkę.

O miłości i innych trudnych sprawach
Jeśli, tak jak ja, kochacie filmy Richarda Curtisa, a zwłaszcza jego najbardziej autorskie To właśnie miłość, ten serial absolutnie Was nie zawiedzie. W scenariuszach Curtisa najlepsze jest to, że w swoich cudownie śmiesznych i ciepłych opowieściach mówi też często o rzeczach bardzo poważnych. Kto inny potrafiłby w komedii romantycznej nie tylko pokazać zupełnie niekomediowy ból zdradzonej żony, ale też jeszcze w tym samym filmie błyskotliwie i niezwykle trafnie skomentować stosunki brytyjsko-amerykańskie?

Dokładnie tak samo jest w (no trudno, zmuszę się do używania tej nazwy) Pastorze na obcasach. Oczywiście, to jest typowo angielska komedia, z humorem, który miejscami może szokować co bardziej nieprzyzwyczajone jednostki. Powiedzmy sobie szczerze, w Ranczu albo Ojcu Mateuszu kościelny organista raczej nie będzie nigdy siedemdziesięcioletnim erotomanem wyjeżdżającym na seksturystyczne wakacje w Azji, przy biernej postawie proboszcza, a tutaj dokładnie tak się dzieje. Ale tego rodzaju ornamentyka, która naprawdę w Zjednoczonym Królestwie nikogo już specjalnie nie dziwi po całych dekadach systematycznego przesuwania granic w komedii, nie powinna przesłaniać nam dwóch najważniejszych rzeczy, dla których ten serial należy do arcydzieł gatunku. Po pierwsze, jest przepiękną opowieścią o miłości w bardzo różnych jej kształtach i kolorach. A po drugie, jest produkcją niezwykle zaangażowaną społecznie, mówiącą o nieraz kontrowersyjnych tematach naszych czasów, ale w sposób absolutnie pozbawiony koturnowego dydaktyzmu.

Richard Curtis i Dawn French, która grała główną bohaterkę, nie ukrywali w wywiadach, że Vicar of Dibley od samego początku miał być mocnym głosem w debacie o zmianach w Kościele Anglii. Twórcy bardzo mocno popierali kapłaństwo kobiet i chcieli niejako tylnymi drzwiami, polewając je sosem z zabawnych perypetii, wprowadzić je do świadomości Brytyjczyków jako coś normalnego i codziennego. Ogromna popularność serialu ułatwiła dziesiątkom brytyjskich kobiet-księży uzyskanie akceptacji swych parafian, o czym wielu z tych duszpasterzy mówiło publicznie. Żeńska część Kościoła Anglii oddała serialowi swego rodzaju hołd, gdy w jego finałowym odcinku, w kluczowej scenie jako statystki wystąpiło kilkadziesiąt autentycznych anglikańskich kobiet-kapłanów. Ale potem doszły kolejne tematy, w których twórcy bardzo wyraźnie zabrali głos. W napisanych z ogromnym kunsztem scenach, robiących wrażenie nie tylko treścią, ale i sposobem jej przekazania, upominali się m.in. o akceptację dla homoseksualistów, o poszanowanie dla środowiska czy o wsparcie dla głodujących w Afryce dzieci.

No i miłość. Bardzo jej tu dużo. Mamy miłość zupełnie klasyczną, różne damsko-męskie zakochania, z wzajemnością lub bez. Mamy niełatwe relacje rodziców z dorosłymi dziećmi. Miłość do zwierząt. Mamy miłość do całej społeczności, w której się żyje i umiera (Śmierć w sitcomie? Tak na serio? Tak! Polecam odcinek wielkanocny z 1996!). Ale przede wszystkim, choć jest to podane naprawdę dyskretnie, na luzie i bez żadnego zadęcia, mamy jednak miłość do Boga.

O Bogu, choć to strasznie niemodne
Wielka Brytania jest krajem o poziomie sekularyzacji, który w Polsce wciąż trudno sobie wyobrazić. Choć posiada oficjalny kościół państwowy, na czele z królową (która zresztą sama jest bardzo głęboko wierzącą starszą panią, ale o tym w jednym z kolejnych wpisów, które już szykuję), to jednak Zjednoczone Królestwo jest społeczeństwem, gdzie regularne praktyki religijne to niegroźna (chociaż postrzegana z coraz większą podejrzliwością) ekstrawagancja. Tymczasem tutaj mamy opowieść o kobiecie, która wadzi się z Bogiem niczym biblijny Izrael, która ma w życiu dużo trudnych chwil, ale która w ogólnym rozrachunku jest naprawdę bardzo oddana powołaniu, które w sobie odkryła. A jeśli ktoś naprawdę myśli, że z tym Bogiem to taki żart, że chodziło tylko o to, że przecież baba-ksiądz to takie śmieszne, hehehehe, to posłuchajcie uważnie czołówki. Producenci zamówili nowe opracowanie Psalmu 23, tego ze słynnymi słowami „Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną”. Muzykę napisał wybitny kompozytor i popularyzator wiedzy o muzyce, Howard Goodall, w Polsce chyba najlepiej znany jako autor charakterystycznych czołówek Czarnej Żmii i Jasia Fasoli. Nagrania dokonał chór katedry w Oksfordzie. I jest to pierwszy w historii przypadek, gdy kompozycja stworzona jako czołówka sitcomu, została później dopuszczona do użytku liturgicznego w wielu Kościołach anglikańskich.

Posłuchajmy:

No więc jeszcze raz: czemu tłumaczenie Vicar of Dibley na Pastor na obcasach jest według mnie takie złe? Bo są dość jasne zasady (ale to strasznie akademickie, nie będę tego tutaj dzisiaj wyjaśniał), kiedy o duchownych Kościołów protestanckich mówimy „pastor”, a kiedy jednak „ksiądz”. Daleko nie szukając, polscy luteranie nie mają pastorów, mają księży. W Kościele Anglii, w którym posługuje bohaterka serialu, również pracują księża. I mam przeczucie graniczące z pewnością, że polski tłumacz to doskonale wiedział. Ale pomysł, aby nazwać serial Ksiądz na obcasach i pod takim tytułem puszczać go w Polsce zapewne wydał się komuś zbyt szokujący. Zresztą znam to uczucie, sam się przez moment zawahałem, gdy opisując w Wikipedii jeden z odcinków miałem napisać, że ktoś „oświadczył się księdzu proboszczowi”. Ale napisałem to, ponieważ to właśnie chciał osiągnąć Richard Curtis: chciał nas oswoić z kapłaństwem kobiet. I dlatego tłumaczenia ukrywające ten potężny przekaz, w stylu „Pastora na obcasach”, są po prostu nieuczciwe wobec artystów, którzy w pełni świadomie nadali swemu dziełu właśnie taki kształt.

Vicar of Dibley zajął trzecie miejsce w przeprowadzonym w 2004 roku plebiscycie na britcom wszech czasów. Nie wiem, czy naprawdę tylko dwa seriale w całej historii brytyjskiej komedii są od niego lepsze. Takie plebiscyty są zwykle efektowne, ale nie do końca miarodajne. Ale jednak fakt, że Brytyjczycy tak zagłosowali, o czymś świadczy. Polecam bardzo, bardzo mocno!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *