Widziałem TEGO Hamleta

Wpis ukazał się po raz pierwszy w dniu 18 grudnia 2015 w poprzedniej wersji mojej strony internetowej. 

Bilety na „Hamleta” z Benedictem Cumberbatchem trafiły do sprzedaży prawie rok przed premierą. Do dyspozycji było łącznie ok. 100 000 miejsc na ponad 80 spektakli, granych na przestrzeni niespełna trzech miesięcy w dużej, liczącej ponad 1150 miejsc sali teatralnej słynnego Barbican Centre. Po siedmiu godzinach po otwarciu wirtualnych kas, nie było już żadnego wolnego miejsca. Czegoś takiego brytyjski teatr jeszcze nie widział. To absolutny rekord Wielkiej Brytanii pod względem tempa sprzedaży biletów na spektakl dramatyczny.

Bestseller z kanonu lektur szkolnych
Dlaczego właśnie ta produkcja stała się takim fenomenem? Przecież Szekspir jest autorem, którego twórczością Brytyjczycy są raczeni na okrągło, od lektur szkolnych czytanych za młodu po słuchowiska radiowe docierające do nich przez aparaty słuchowe pod koniec życia. A jeszcze „Hamlet”? Nawet w Polsce to dzieło zaliczane jest do absolutnego kanonu. „Reszta jest milczeniem” czy „w tym szaleństwie jest metoda” często powtarzamy te sentencje jako powiedzonka, a przecież to są kwestie z „Hamleta”, o czym nawet nie zawsze pamiętamy. Nie mówiąc już o być może najsłynniejszym zdaniu w historii światowego dramatopisarstwa: „Być albo nie być –  oto jest pytanie”.

A jednak kolejna inscenizacja tej absolutnie klasycznej sztuki stała się tak wielkim sukcesem frekwencyjnym, a także bardzo szeroko komentowanym w Wielkiej Brytanii wydarzeniem kulturalnym. Czemu? Myślę, że złożyło się na to wiele czynników, po części dość przyziemnych. Na pewno za spektaklem stała rewelacyjna machina promocyjna, dzięki której ten „Hamlet” był na ustach bardzo wielu ludzi na wiele miesięcy zanim zaczęły się próby. Na pewno też Benedict Cumberbatch to obecnie jedno z najgorętszych nazwisk w brytyjskiej kulturze popularnej. Aktor na tyle uniwersalny, by swoimi rolami w telewizji czy w kinie zdobyć sympatię mas. Ale zarazem na tyle inteligentny i charyzmatyczny, że cenią go również środowiska o wyżej zawieszonych wymaganiach. Poza tym sądzę, i to na pewno jest dowód absolutnego geniuszu Szekspira, że on się wciąż jeszcze Brytyjczykom (i chyba w ogóle światu) nie zdążył przejeść, choć wystawiany jest od ponad 400 lat.

Teatralna superprodukcja
To jeszcze dla formalności garść danych encyklopedycznych. Spektakl wyprodukowała, w dużej mierze za prywatne pieniądze, Sonia Friedman, jedna z najważniejszych postaci biznesu teatralnego w UK. Wystawiony został, jak już wspomniałem, w przepastnej sali teatralnej centrum sztuki Barbican w Londynie. Przedstawienia miały miejsce od 5 sierpnia do 30 października 2015, zaś spektakl specjalny z udziałem kamer projektu NT Live odbył się 15 października. Jak zwykle w tym projekcie, w Wielkiej Brytanii i w państwach o nieco wyższej niż Polska przeciętnej znajomości angielskiego dostępne były transmisje kinowe na żywo, a u nas począwszy od połowy listopada kina w całym kraju pokazują retransmisję opatrzoną polskimi napisami. Reżyserowała Lyndsey Turner, artystka znana z totalnej niechęci do brylowania w mediach, co przy takim rozgłosie dla innych byłoby pewnie sporą pokusą.

Oto oficjalny zwiastun kinowy:

Przechodząc do moich osobistych wrażeń, jest to inscenizacja przepiękna wizualnie. O ile jeszcze pierwsza scena utrzymana jest w klimacie pewnej intymności pokoju Hamleta, o tyle już od drugiej widzimy imponującą scenografię. A jakby tego było mało, w czasie przerwy (która ulokowana została mniej więcej w 2/3 trwania akcji) scena ulega niezwykłemu przekształceniu, z wytwornego salonu stając się wojennym pobojowiskiem. Na pewno nie jest to inscenizacja dla miłośników scenicznego minimalizmu i umowności. Jeśli teatr dramatyczny (odsuńmy na bok superprodukcje operowe czy pełne fajerwerków musicale) może zachwycać swoim produkcyjnym rozmachem, „Hamlet” z Barbican Centre na pewno wpisuje się w ten nurt. Co w żaden sposób nie odbiera temu wystawieniu arcydzieła Szekpsira wielu chwil skupienia czy wręcz wyciszenia, co osiągane jest nie tylko poprzez pracę aktorów, ale też za sprawą muzyki i światła.

No właśnie, aktorzy. Nie czuję się chyba kompetentny, żeby rozsądzać, czy Cumberbatch sprawdził się jako Hamlet. Brytyjscy krytycy teatralni, znacznie mądrzejsi i bardziej wyrobieni ode mnie, wystawili mu bardzo wysokie oceny. Ja podziwiałem chyba przede wszystkim jego nieprawdopodobną sprawność techniczną. Gwiazdor udowadnia, że nie jest żadnym celebrytą nie wiadomo skąd, tylko dojrzałym facetem znakomicie znającym swój zawód i panującym nad jego materią. Rola Hamleta jest najdłuższą ze wszystkich napisanych przez Szekspira dla jednego aktora, liczy 1500 wersów tekstu. W tej inscenizacji główny bohater ma jeszcze dużo biegania i skakania. Zrobić to wszystko bezbłędnie, i to jeszcze ponad 80 razy w ciągu 3 miesięcy – to na pewno wymaga ogromnej koncentracji, kondycji i sprawności warsztatowej. A widać w tym spektaklu, że Cumberbatch naprawdę świadomie wykonuje każdy gest i wypowiada każde słowo. A co do samej interpretacji postaci Hamleta, wydaje mi się bardzo solidna, trudno jej tak naprawdę coś zarzucić. Ale niczym nie zaskakuje, dla mnie chyba niczego nie odkrywa. Spodziewałem się Hamleta granego mniej więcej tak i dostałem go zgodnie z oczekiwaniami.

Prawdę mówiąc, bardziej przykuli moją uwagę aktorzy drugoplanowi. Ciaran Hinds jako pełny dystynkcji, daleki od szalonego zbrodniarza Klaudiusz. Sian Brooke jako Ofelia, której obłąkanie tuż przed śmiercią robi naprawdę piorunujące wrażenie, ale nawet w początkowych scenach grana jest dość neurotycznie i intrygująco. Ojciec Ofelii, Poloniusz, którego, choć oczywiście „Hamlet” jest tragedią, irlandzki aktor Jim Norton gra ocierając się miejscami o autentycznie komediową estetykę. Leo Bill jako dość niepozorny osobowościowo, ale wytatuowany jak japoński mafiozo Horacy. No i przede wszystkim Anastasia Hille jako Gertruda, matka Hamleta. Niezwykłe sceniczne przeistoczenie. W pierwszych scenach jest pełna majestatu i klasy, w wytwornej sukni i pełnym makijażu. Ale później, zwłaszcza w kluczowej scenie konfrontacji matki i syna, nie dba już o nic. Bosa, z rozmazaną twarzą, pełna łez. To chyba najbardziej przekonująca mnie rola w tym spektaklu.

Zostało jeszcze pytanie, które mniej lub bardziej wprost zadaję tu na koniec każdego tekstu o spektaklach teatralnych: o czym jest ta sztuka? Oczywiście w przypadku „Hamleta”to trochę groteskowe, bo jego interpretacje znają już maturzyści (albo znali za moich czasów). Nie chodzi więc o tekst Szekpira jako taki, tylko o to, co z niego wyciągnięto w tej inscenizacji. Myślę, że każdy ma szansę dostrzec i docenić inne aspekty, dobrze oddano tu wielowymiarowość tego tekstu. W moim bardzo osobistym odczytaniu jest to przede wszystkim opowieść o stosunku człowieka do śmierci. O tym, jak się jej boimy, jak bardzo nas przeraża, jak nie przekonują nas w gruncie rzeczy zapewnienia, że jest początkiem czegoś lepszego. O tym, za jak wielką zbrodnię uważamy zadanie śmierci bliskim nam osobom, jak pragniemy wtedy zemsty. We wrześniu opisywałem średniowieczny moralitet „Każdy”, gdzie śmierć jest ważnym bohaterem, gra ją konkretny aktor czy aktorka. W „Hamlecie” śmierć nie ma fizycznej postaci, a jednak jest wszechobecna i stanowi kluczowy punkt odniesienia. Ale, jak zapewne wszyscy wiemy, można z tego arcydzieła wynieść dużo, dużo więcej. W interpretacji Cumberbatcha i jego kolegów moja uwaga padła na ten sens sztuki Szekspira, ale napisano już o tym tekście tysiące stron, tyle w nim różnych przesłań.

Podsumowując…
Na pewno warto było zobaczyć „Hamleta” z Barbican choćby po to, aby wyrobić sobie swoje własne zdanie o tak szeroko dyskutowanej produkcji. To było efektowne zamknięcie jesieni, w czasie której obejrzałem w warszawskich Multikinach pięć spektakli NT Live. Ale na oceny całego sezonu i porównania przyjdzie jeszcze czas. Nadal została jeszcze jedna sztuka z tych pięciu, która nie doczekała się dotąd własnego wpisu na blogu. A zatem już wkrótce znów powrócimy tu w świat brytyjskiego teatru. Zapraszam już teraz!

A jako bonus znakomity wywiad o tej roli, jakiego Benedict Cumberbatch udzielił niezwykle cenionemu intelektualiście i dziennikarzowi kulturalnemu Melvynowi Braggowi. Program zawiera też obszerne fragmenty spektaklu, o którym dziś pisałem:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *