Everyman, czyli Każdy

Wpis ukazał się po raz pierwszy w dniu 22 września 2015 w poprzedniej wersji mojej strony internetowej. 

Królewski Teatr Narodowy (NT) w Londynie jest jedną z najważniejszych instytucji kulturalnych w Wielkiej Brytanii. W kraju, w którym teatr ma bardzo bogate tradycje również jako branża biznesu, gdzie teatry komercyjne na czele ze scenami słynnego West Endu generują setki milionów funtów rocznego obrotu, NT jest jednym z nielicznych, które otrzymują bardzo poważne dofinansowanie z budżetu, ale w zamian zobowiązują produkować spektakle, w których nie chodzi tylko o łatwe pieniądze. Od kilku lat NT prowadzi również program NT Live, w ramach którego jego najważniejsze inscenizacje są nagrywane (ale nie na zasadzie polskiego Teatru Telewizji, kręconego w studiu telewizyjnym, lecz w formule transmisji prosto ze sceny jednej z sal NT) i pokazywane w kinach w Wielkiej Brytanii, a także poza nią. Od jakiegoś czasu seanse te dostępne są również w Polsce, a to za sprawą współpracy polskiego oddziału British Council i sieci Multikino.

Jesienny sezon polskiej edycji NT Live rozpoczął powtórkowy, bo premiera była wiosną, ale powtórka bardzo się przydała takim widzom jak chociażby ja, seans spektaklu „Everyman”, któremu nadano polski tytuł „Każdy”. Jest to jeden z najstarszych zachowanych do dzisiaj zabytków anglojęzycznego dramatopisarstwa, pochodzący z XV wieku. Autor nie jest znany, zresztą zdaniem wielu badaczy bardzo mocno inspirował się tekstem napisanym jeszcze wcześniej w Niderlandach. Jak przystało na wikipedystę, odsyłam do obszernego artykułu na ten temat napisanego w anglojęzycznej Wikipedii. Oryginalny „Everyman” jest dość prostym fabularnie moralitetem, który przypomina jedną z najbardziej fundamentalnych prawd wiary chrześcijańskiej (i nie tylko, przesłanie takie znajdziemy też w innych religiach). Człowiekowi wydaje się, że jeśli zdobędzie w swoim życiu pieniądze, sławę czy poklask, wówczas jest ważny i potężny. Ale to wszystko okazuje się nic niewarte w konfrontacji z Bogiem i jego wszechmocą, której najbardziej widocznym i przerażającym dla człowieka aspektem jest jego własna śmierć, od której nie da się uciec czy wykpić, niezależnie od swego statusu.

Reżyserem spektaklu był Rufus Norris, od niedawna dyrektor artystyczny Królewskiego Teatru Narodowego. Zaprosił on do współpracy wybitną poetkę Carol Ann Duffy, która otrzymała zadanie napisania tekstu sztuki zupełnie od zera, współczesnym językiem i dla współczesnego odbiorcy, ale oczywiście przy zachowaniu przesłania i najważniejszych wątków oryginału. Efekt jest naprawdę porażający, bowiem przedstawienie jest niezwykle aktualne, dotyczy nas, tu i teraz. W zasadzie wszystkich, zgodnie z tytułem. W roli tytułowej wystąpił Chiwetel Ejiofor, nominowany w zeszłym roku do Oscara za rolę w filmie Zniewolony. 12 Years A Slave. Fakt, iż głównego bohatera sztuki pochodzącej z czasów zdecydowanie przedkolonialnych zagrał czarny artysta, jeszcze bardziej podkreśla absolutnie uniwersalny charakter tej historii.

Oto zwiastun:

Grany przez Ejiofora bohater kończy właśnie 40 lat. Jest bogatym hedonistą, który zaniedbuje schorowanych rodziców i obarczoną opieką nad nimi siostrę, a poza pracą oddaje się wyłącznie konsumpcji i swawolom. Pełna alkoholu i narkotyków impreza urodzinowa w pewnym momencie wymyka się nieco spod kontroli, wskutek czego nasz Każdy staje nagle oko w oko ze Śmiercią, która każe mu przygotować się na spotkanie z Bogiem, któremu będzie musiał zdać sprawozdanie ze swojego życia.

Nie zdradzając dalszych szczegółów intrygi, chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na jeden element. Jest nim niezwykłe ukazanie Boga i Śmierci. Oba te koncepty są w gruncie rzeczy abstrakcyjne, to znaczy nawet wierzący nie wiedzą, jak wygląda Bóg, zaś liczne artystyczne ukazania śmierci jako osoby są tylko mniej lub bardziej udanymi, ale zawsze dość sztucznymi, personifikacjami. Tutaj Śmierć ma postać pana w okolicach sześćdziesiątki, raczej niepozornego, ale zdecydowanego w swym działaniu. Irlandzki aktor Dermot Crowley gra ją w sposób, który na pierwszy rzut oka budzi rozbawienie, ale dość szybko przechodzi ono w grozę. Jeszcze większe wrażenie robi grana przez Kate Duchene sprzątaczka, która wchodzi na scenę jeszcze przed zgaśnięciem świateł, w czasie ostatnich rozmów widzów. W swoim roboczym fartuchu zamiata scenę, jak gdyby inspicjent w ostatniej chwili odkrył, że aktorzy mogą się poślizgnąć i wysłał tam panią ze szczotką. Ale po kilku chwilach na widowni zapada ciemność, oświetlona jest tylko scena, zaś sprzątaczka okazuje się postacią, pod którą w tej historii występuję sam Bóg. Jakaż to potężna symbolika prosto z Nowego Testamentu! Uniżony, służebny, a jednak wszechmocny!

Długo mógłbym opowiadać o tym niezwykłym spektaklu, ale najlepiej po prostu go obejrzeć, wszak zapis wideo na pewno będzie krążył gdzieś po świecie i okazja bez wątpienia się znajdzie. Kolejny spektakl Królewskiego Teatru Narodowego w warszawskim Multikinie 27 października. Mam już bilety i postaram się nie tylko obejrzeć, ale też potem coś tutaj napisać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *