Cynizm kontra miłość

Wpis ukazał się po raz pierwszy w dniu 1 kwietnia 2016 w poprzedniej wersji mojej strony internetowej. 

W ciągu ostatniego półrocza dwukrotnie pisałem już tutaj o londyńskich inscenizacjach w reżyserii Josie Rourke. Nie byłem do końca zachwycony jej wakacyjną produkcją Wiele hałasu o nic w gwiazdorskiej obsadzie z 2011 roku. Ale już jej późniejsze o dwa lata odczytanie innego tekstu Szekspira – posępnego dramatu politycznego, jakim niewątpliwie jest Koriolan – zebrało na moim blogu liczne pochwały. Dzisiaj biorę na warsztat jedną z najnowszych produkcji tej wciąż dość młodej reżyserki (we wrześniu skończy 40 lat), zrealizowaną przez nią na przełomie 2015 i 2016 roku w teatrze Donmar Warehouse, którego jest dyrektor artystyczną. Opisywany dziś spektakl odbył się pod koniec stycznia i był transmitowany na żywo do kin na całym świecie w ramach projektu National Theatre Live, zaś obecnie można oglądać jego retransmisje.

Francuski generał na brytyjskich scenach
Niebezpieczne związki zostały wydane po raz pierwszy w 1782 roku jako powieść epistolarna (czyli taka, gdzie cała narracja ma postać wyłącznie listów), zupełnie nieprzeznaczona do wystawiania w teatrze. Zresztą wówczas trudno było sobie wyobrazić, aby można było ten tekst odgrywać na scenie również dlatego, że był bardzo odważny obyczajowo i kontrowersyjny społecznie. Rozwiązłość i ogólny upadek moralny arystokracji, pozornie głęboko religijnej, były we Francji doby przedrewolucyjnej czymś, o czym wiedziano dość powszechnie, ale nie mówiono o tym głośno. Jest to jedyne poważniejsze dzieło literackie Pierre’a Choderlos de Laclos, który zarówno przed publikacją, jak i  o niej, największe sukcesy odnosił jako generał, a nie pisarz. Niebezpieczne związki stały się bestsellerem, tyle że czytanym raczej dyskretnie, zaś publicznie uznawanym za dzieło głęboko niemoralne, prawie jak prace markiza de Sade. Historycy literatury do dziś spierają się, jakie właściwie intencje miał autor. Jedni postrzegają to dzieło jako gorzki moralitet, inni jako niemal reporterską celebrację libertynizmu. Tak czy owak, jest to opowieść niezwykle wciągająca, a zarazem wiele mówiąca o tamtych czasach.

Choć bywały adaptowane dla teatru i kina już wcześnej, swoją dzisiejszą popularność Niebezpieczne związki zawdzięczają w największym stopniu brytyjskiemu dramaturgowi Christopherowi Hamptonowi, który w 1984 na zlecenie Royal Shakespeare Company (RSC) napisał zupełnie od podstaw nową wersję sceniczną tego tekstu. Początkowo wystawiona w najmniejszym z trzech teatrów RSC w Stratfordzie, bardzo szybko znalazła się w Królewskim Teatrze Narodowym, potem na West Endzie, Broadwayu, zaś ukorowaniem tego fenomenu był hollywoodzki film z 1988 roku, za który Hampton otrzymał Oscara w kategorii najlepszy scenariusz adaptowany. Blisko 30 lat później za sztukę Hamptona zabrało się nowe pokolenie twórców, w dużej mierze z przeznaczeniem dla nowego pokolenia widzów. I tak właśnie dochodzimy do produkcji wystawionej ostatnio w Donmar Warehouse.

Widzowie przeżyją niespodziankę
Zobaczmy oficjalny zwiastun transmisji kinowej:

Przy całej swej prostocie, jest to jeden z najbardziej przemyślanych artystycznie zwiastunów brytyjskich spektakli, jakie dotąd tu pokazywałem. Co ciekawe, nie pojawia się tu ani sekunda samego przedstawienia, ale za to bardzo wyraźnie widać naczelny zamysł inscenizacyjny reżyserki. Jak widzicie, trójka głównych aktorów w zupełnie współczesnych strojach, bez charakteryzacji, ogląda sobie stare obrazy w galerii, jednocześnie posyłając raczej niespokojne spojrzenia sobie nawzajem. W podobnym duchu utrzymane były też inne materiały promocyjne. Oficjalny plakat również przedstawia trzy gwiazdy spektaklu w zupełnie dzisiejszych stylizacjach.

A tymczasem przychodzimy do teatru (albo do kina na tranmisję) i okazuje się, że… jest to inscenizacja utrzymana całkowicie w epoce: z długimi sukniami, trzewikami, perukami, masą tapety na twarzach. Po prostu: przedstawienie kostiumowe pełną gębą! Ale jeśli popatrzymy uważnie (albo posłuchamy wywiadu z Josie Rourke, która zwraca na to uwagę), to zauważymy, że zachwycająca na początku sztuki scenografia, pełna antyków i starych płócien, w drugim akcie staje się coraz skromniejszą, tak jakby ktoś na naszych oczach demontował ekspozycję w galerii.

Po co to wszystko? Z jednej strony Rourke posłuchała (wciąż żyjącego) Christophera Hamptona, który obejrzawszy wiele bardzo różnych wystawień swojej sztuki, za najlepsze i najbardziej sugestywne uważa właśnie te kostiumowe, choć Niebezpieczne związki bywały uwspółcześniane na wiele różnych sposób, łącznie z wersją dla amerykańskich nastolatków oraz w klimacie międzywojennego Wiednia. Ale z drugiej strony chciała mocno zaakcentować, że ci bohaterowie i ich historia są na wskroś współcześni. Jasne, ukazane w sztuce sytuacje czy relacje społeczne są specyficznym produktem swoich czasów. Ale jednocześnie jest to opowieść o czymś znacznie głębszym.

Wirtuozi uwodzenia
Para głównych bohaterów, markiza i wicehrabia, to ludzie według dzisiejszych standardów w wieku średnim, a według skali Francji sprzed ponad dwustu lat bardzo już dojrzali. Jeśli ktoś chce wiedzieć dokładnie, grająca markizę Janet McTeer ma 54 lata, choć nie wygląda na tyle, a partnerujący jej Dominic West 46 lat. Ona uchodzi za pobożną, nobliwą wdowę. On ma opinię bezwzględnego uwodziciela. W rzeczywistości są dokładnie tacy sami. Każde z nich traktuje miłość niezwykle cynicznie. Do perfekcji mają opanowany warsztat zdobywania serc niczego nieświadomych ofiar, a potem porzucania w ich taki sposób, aby nie mogły się zemścić. Tu zresztą pojawia się wątek, który niektórzy nazywają feministycznym. Kobietom w tamtych czasach (a może i dziś?) było pod tym względem wolno znacznie mniej. Od nich moralność egzekwowano znacznie surowiej. Dlatego markiza znacznie bardziej niż jej przyjaciel musi zacierać ślady swoich podbojów i prowadzić podwójne życie.

Kiedyś byli kochankami. Dziś są zażyłymi przyjaciółmi, którzy dzielą się dokonaniami niczym para wytrawnych kucharzy, którzy dyskretnie umawiają się na porównanie najnowszych receptur. I choć miłość jest dla nich jak plastyczne tworzywo, które wykorzystują swobodnie i wedle fantazji, nie zdają sobie sprawy z jej prawdziwej siły. A gdy wreszcie ją odkrywają, jest już za późno. Miłość zwycięża bitwę z cynizmem w tym sensie, że uwalnia się spod kontroli tych, którzy uważali się za jej panów. Jest jak rwąca rzeka niszcząca tamę, przez którą chcieli ją okiełznać inżynierowie. Ale nie ma tu happy endu jak w komediach romantycznych. Bitwa okazuje się krwawą i tragiczną w skutkach.

Dlaczego warto?
Niebezpieczne związki z Donmar Warehouse to produkcja kameralna, ale niezwykle stylowa zarówno wizualnie, jak i pod względem aktorskim i literackim. Znakomici artyści koncertowo grają niezwykle błyskotliwy tekst, który (zwłaszcza w nieco lżejszym pierwszym akcie) jest miejscami przezabawny w bardzo inteligentny sposób, ale z czasem wprowadza bohaterów w spiralę, z której nie ma już bezpiecznego wyjścia. To wciągający salonowy komediodramat, zmuszący w finale do bardzo poważnej refleksji. Smutnej, gorzkiej, ale w sumie chyba krzepiącej. Albo przynajmniej dającej nam wyraźne ostrzeżenie. To jedno z moich największych pozytywnych zaskoczeń obecnego sezonu NT Live. Polecam bardzo!

Zdjęcie: Johan Persson / telegraph.co.uk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *