Brytyjska polityka dla średnio zaawansowanych, cz. 1

Wpis ukazał się po raz pierwszy w dniu 17 października 2015 w poprzedniej wersji mojej strony internetowej. 

 

1. Co to znaczy, że królowa panuje, ale nie rządzi?
Brytyjski ustrój polityczny, jak prawie wszystko w UK, jest unikalny, dziwny i nietypowy. Panujący w Zjednoczonym Królestwie system polityczny klasyfikuje się jako monarchię konstytucyjną, czyli taką formę rządów, w której zachowano króla czy królową, ale jego realny wpływ na proces rządzenia został ograniczony konstytucją. Tyle, że… Wielka Brytania nie ma spisanej konstytucji. Co nie oznacza (i tu już duża część kontynentalnych Europejczyków łapie się za głowę), że nie ma jej w ogóle. Konstytucja w UK jest szerokim pojęciem oznaczającym ogół ustaw, decyzji sądowych oraz zwyczajów, które kształtują system polityczny. Wracając do królowej, czysto teoretycznie ma ona bardzo szerokie uprawnienia, ale na przestrzeni dziejów (nieraz burzliwych) jej poprzednicy z części uprawnień zrezygnowali całkowicie (np. z wetowania ustaw, ostatni raz miało to miejsce w 1707 roku), a część wykonywana jest wyłącznie w ścisłym porozumieniu z rządem lub innymi instytucjami. Przykładowo królowa powołuje premiera Wielkiej Brytanii, ale z góry wiadomo, kto nim będzie, bowiem zwyczajowo jest zobowiązana wręczyć nominację liderowi partii lub koalicji mającej większość w Izbie Gmin. Dlatego mówi się o panowaniu monarchy (reign), ale to nie ma nic wspólnego z realną władzą.

2. Skoro Izba Lordów nie jest wybieralna, to jak się do niej dostać?
Ostatnia duża reforma Izby Lordów miała miejsce w 1999 roku. Po wprowadzonych przez nią zmianach większość miejsc w Izbie zajmują tzw. life peers, czyli lordowie dożywotni. Są to osoby, którym nadano tytuły lordowskie specjalnie po to, aby mogły zasiadać w Izbie. Tytuły te nie są dziedziczne, wygasają z chwilą śmierci posiadacza. Lordowie dożywotni są wybierani na dwa sposoby. Część stanowią wysocy funkcjonariusze partyjni lub urzędnicy państwowi, których królowa powołuje na wniosek premiera oraz liderów partii opozycyjnych. W wielu przypadkach są to emerytowani posłowie, trafiający do Izby Lordów na zasadzie uznania ich zasług dla partii i kraju (w tej kolejności). Pozostali to tzw. lordowie ludowi (people’s peers), selekcjonowani przez specjalną komisję. Są to osoby, które w swoim dotychczasowym życiu (zawodowym, naukowym, społecznym) wyróżniły się tak bardzo, iż uznano, że parlament skorzysta na ich obecności. Poza lordami dożywotnimi w Izbie zasiadają też tzw. lordowie dziedziczni (hereditary peers), czyli przedstawiciele starych rodów arystokratycznych, które przed reformą miały gwarantowane prawo do miejsca w Izbie, szło ono niejako w komplecie z posiadanym tytułem hrabiego czy markiza. Teraz pozostawiono im 92 miejsca, czyli mniej niż 1/8 składu Izby, której liczebność jest zresztą płynna. Kolejna grupa to lordowie duchowni, w praktyce około połowy urzędujących biskupów Kościoła Anglii. Do 2009 Izba Lordów pełniła rolę najwyższego sądu odwoławczego w UK, stąd w jej składzie znajdowało się kilkunastu zawodowych sędziów, którzy zajmowali się tym aspektem działań Izby i byli nazywani lordami prawa (law lords). Od 2009 te uprawnienia przejął Sąd Najwyższy Wielkiej Brytanii, stąd lordowie prawa są gatunkiem na wymarciu.

3. Czemu sale posiedzeń obu izb brytyjskiego parlamentu są prostokątne?
Brytyjska procedura parlamentarna opiera się w dużej mierze na konfrontacji rządu i opozycji. Konfrontacja ta rządzi się iście teatralnymi zasadami. W debacie nie wolno zwrócić się do innego posła w drugiej osobie. Można mówić w trzeciej, ale w ściśle określony sposób. O swoich kolegach partyjnych lub koalicyjnych mówi się „mój czcigodny przyjaciel” (my honourable Friend), zaś o przeciwnikach politycznych „czcigodny dżentelmen / dama” (honorourable gentleman / lady). Ale pod tym płaszczykiem uprzejmości toczy się ostra walka polityczna, która ma adekwatną scenografię. Sala jest prostokątna po to, aby rząd i opozycja siedzieli dokładnie naprzeciwko siebie, patrzyli sobie w oczy. Na środku sali znajduje się stół, który oprócz roli ceremonialnej jest też mównicą dla liderów obu partii, z kolei posłowie niższej rangi przemawiają ze swoich miejsc (stąd sala wyposażona jest w gęstą sieć mikrofonów zbierających, żeby było ich słychać). „Sektory” rządu i opozycji kończą się umieszczonymi na dywanach czerwonymi liniami, których posłom tradycyjnie nie wolno przekraczać w czasie debat (dzisiaj ma to znaczenie symboliczne, ale kiedyś były to swoiste linie demarkacyjne zabezpieczające przed bójkami). Stwierdzenie, że ktoś „przekroczył podłogę” (crossed the floor) jest w brytyjskim słowniku politycznym określeniem posła, który w jakiejś sprawie zdradził własną partię, np. zagłosował wbrew własnemu rządowi.

4. Pierwsza ławka, tylne ławki, ławki poprzeczne… Co???
Usadzenie posłów i lordów na sali ma duże znaczenie. Przede wszystkim, sale stworzone zostały z założeniem, że frekwencja w obu izbach nie będzie zbyt duża. Np. Izba Gmin ma 650 członków, ale jej sala zawiera jedynie 427 miejsc. Posłowie z pierwszej ławki mają gwarantowane miejsca (zaraz do tego dojdziemy), ale pozostali nie, rządzi zasada „kto pierwszy, ten lepszy”. Jeśli wolnych miejsc siedzących już nie ma, poseł może słuchać debaty na stojąco, ale odbiera mu to prawo do zabierania w niej głosu. Posłami z pierwszej ławki (frontbenchers) są najważniejsi politycy z obu stron. W przypadku partii lub koalicji rządzącej są to członkowie rządu, wśród których pierwszeństwo mają członkowie gabinetu. W przypadku opozycji pierwsza ławka należy do gabinetu cieni oraz pozostałych ministrów-cieni. Wyjaśnię te pojęcia w osobnym pytaniu za tydzień, ale mówiąc w skrócie, są to osoby upoważnione, na mocy decyzji premiera lub szefa opozycji, do prezentowania stanowiska partii w określonych dziedzinach. Cała reszta posłów to tzw. backbenchers, czyli posłowie z tylnych ław. Mają oni tendencję do sprawiania kłopotów, dlatego za tydzień powiem też o roli whipów, czyli ubijaczy. W Izbie Lordów mamy jeszcze dodatkową kategorię, nieobecną w Izbie Gmin, a mianowicie tzw. crossbenchers, czyli osoby usadzone poza ławami rządu i opozycji, w sektorze, do którego obie główne grupy polityczne siedzą bokiem. Crossbenchers to osoby, które trafiły do Izby Lordów ze względu na swoje wybitne zasługi lub wcześniejszą pracę na bardzo wysokich stanowiskach państwowych (nie politycznych!), jak byli szefowie służby cywilnej, służby dyplomatycznej czy sztabu generalnego armii. Dzięki temu, że nie są przypisani do żadnej partii, mogą służyć parlamentowi swoją wiedzą i doświadczeniem, ale nadal zachowują apolityczność.

5. Czym się różni przewodniczący izby od jej spikera?
No właśnie, w Wielkiej Brytanii obie izby parlamentu mają po dwóch szefów, przy czym dość jasny jest podział zadań między nimi. Przewodniczący, zwany też liderem Izby (Leader of the House) pochodzi z nominacji premiera i ma status jednego z ministrów. Jego zadaniem jest ustalanie planu prac izby tak, aby był zgodny z planami i potrzebami rządu. Tu trzeba jednak podkreślić, iż na mocy zwyczajów konstytucyjnych zabezpieczone są też interesy opozycji, która raz w tygodniu ma prawo przesłuchiwać premiera (są to tzw. Prime Minister’s Questions, czyli w slangu PMQs), na podobnych zasadach może pytać też ministrów, zaś 20 dni debat parlamentarnych w roku urządza zupełnie wedle własnego pomysłu, na wybrane przez siebie tematy. Na co dzień jednak czas zapełnia parlamentowi głównie rząd i to jest właśnie robota liderów izb. Spikerów izby wybierają sobie same i ich rola jest bardziej porządkowa i techniczna. Zostawmy może na boku spikera Izby Lordów, gdyż tam panuje lżejsza dyscyplina, biorąca się z założenia, że jak ktoś już jest lordem czy baronessą, to prawdopodobnie umie się w miarę kulturalnie zachować w debacie i nie trzeba go pilnować jak uczniaka. Zupełnie inaczej jest w Izbie Gmin, gdzie spiker pełni rolę bardzo ostrego i surowego kierownika sali. Tylko spiker ma prawo udzielać głosu i go odbierać. Odebrać głos może każdemu, nawet premierowi, choć oczywiście w ramach pewnych zasad. Tylko do spikera można zwracać się w drugiej osobie. Spiker może wyrzucić posła z sali (choć tylko do końca dnia, dłuższe zawieszenie wymaga zgody Izby), a także przerwać debatę dla ostudzenia emocji. Wreszcie ma prawo besztać i dość ostro pacyfikować posłów wprowadzających nieporządek, najczęściej przy pomocy zwyczajowego okrzyku „Order! Order!” (co dosłownie znaczy „porządek!”, ale chodzi bardziej o „spokój!”), ale w razie potrzeby też poprzez dłuższe tyrady. Za swoje szczególne uprawnienia spiker płaci pewną cenę, ale ma też pewne przywileje. Otóż musi być apolityczny. Spikera posłowie wybierają z własnego grona, ale w momencie wyboru opuszcza on swoją partię już na zawsze. Gdy przestaje być spikerem (a zwyczajowo sam rezygnuje po dwóch kadencjach, czyli mniej więcej dziesięciu latach), trafia niemal automatycznie do Izby Lordów, ale i tam zasiada jako crossbencher (patrz punkt 4). Ale dopóki jest w Izbie, żadna z głównych partii nie wystawia przeciwko niemu kontrkandydata w jego jednomandatowym okręgu wyborczym, dzięki czemu ma w zasadzie gwarantowaną reelekcję.

I to tyle na dzisiaj. W drugiej części, za mniej więcej tydzień, będzie m.in. o powieszonym parlamencie, o rządzie i gabinecie, o różnych rodzajach sekretarzy, no i o obiecanych ubijaczach. A jeśli dzisiaj coś było niejasne wybaczcie i pytajcie w komentarzach.

Na zdjęciu: Pałac Westminsterski w Londynie, siedziba Parlamentu Zjednoczonego Królestwa
Autor i licencja: Adrian Pingstone / Wikimedia Commons / domena publiczna 

2 comments Add yours

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *