To nie jest przyjemny serial. Na szczęście!

Wpis ukazał się po raz pierwszy w dniu 11 marca 2016 w poprzedniej wersji mojej strony internetowej.

Jesienią 2011 polski oddział HBO świętował swoje piętnastolecie. Kulminacją obchodów tej rocznicy była premiera pierwszej polskiej produkcji własnej tego nadawcy – serialu „Bez tajemnic”. Od strony fabularnej jest to adaptacja serialu „In Treatment”, zrealizowanego dla amerykańskiej centrali HBO. Ale samo „In Treatment” też nie jest produkcją oryginalną, bowiem swoje dwa pierwsze sezony czerpie z izraelskiego „BeTipul”.

Znakomita adaptacja 
I tu powstaje pytanie – czy można uczciwie przyznawać najwyższe noty serialowi, który scenariuszowo jest repliką czegoś, co zrobiono wcześniej w innych państwach? Moim zdaniem, można. Przecież kiedy chodzimy do teatru, bardzo rzadko oglądamy sztuki wystawiane po raz pierwszy. Znacznie częściej kupujemy bilety na inscenizacje tekstów, które gościły już na wielu scenach. Więcej nawet! Zdarza nam się chodzić na spektakle, których fabułę, łącznie z zakończeniem, znamy na pamięć. Dla wielu osób dotyczy to np. całego Szekspira. Ale mimo to chcemy zobaczyć, jak te teksty odczytują na nowo kolejne pokolenia twórców, co w nich eksponują, a co ukrywają, z jakich środków formalnych i technicznych korzystają. Wreszcie, chcemy po prostu podziwiać kunszt aktorów. Oczywiście, zachowajmy proporcje. „BeTipul”, od którego zaczął się ten format, to perełka scenariopisarstwa telewizyjnego, ale nie próbuję udowadniać, że to liga Szekspira. Chcę jedynie wykazać, że brak całkowicie oryginalnego scenariusza nie musi powodować, że serial jest niewarty uwagi.

Poznajcie Andrzeja
Głównym bohaterem „Bez tajemnic” jest Andrzej Wolski. Gdy go poznajemy, ma 55 lat i właśnie wchodzi, choć jeszcze o tym nie wie, w swój bodaj największy kryzys życiowy, który wkrótce obejmie zarówno życie prywatne, jak i zawodowe. Każdy z trzech sezonów serialu pokazuje kilkutygodniowe okresy z życia i pracy Andrzeja, oddzielone od siebie rocznymi przerwami. Tym samym mamy okazję oglądać go na przestrzeni dwóch lat, które zmieniają w jego życiu ogromnie dużo. Andrzej mieszka w tym czasie w czterech różnych miejscach, pracuje w trzech różnych gabinetach, jego życie na początku i na końcu serialu różni się diametralnie. Ale, pomimo rozterek i zawirowań, wciąż pozostaje przy tym samym zawodzie. A jest to niezwykły zawód, kluczowy dla całej koncepcji serialu. Musicie bowiem wiedzieć, że Andrzej Wolski to jeden z najbardziej cenionych i rozchwytywanych warszawskich psychoterapeutów. W ogromnej większości przypadków psychoterapia opiera się na cotygodniowych spotkaniach pacjenta i terapeuty, zwanych fachowo sesjami. Te spotkania mogą trwać kilka tygodni albo kilka lat, ale niezwykle ważna dla całego procesu jest ich regularność.

W „Bez tajemnic” regularność ta znajduje odbicie w konstrukcji fabularnej, a nawet układzie emisji odcinków. Każdy sezon składa się z siedmiu (sezony 2 i 3) lub dziewięciu (sezon 1) tygodni. W każdym tygodniu serial emitowany ma być od poniedziałku do piątku. Każdy dzień od poniedziałku do czwartku ma przypisanego stałego pacjenta, z którym Andrzej pracuje właśnie tego dnia. Piątek zarezerwowany jest na jego własne sprawy spotkania z kolegami po fachu, podczas których to on otrzymuje pomoc zamiast jej udzielać. Tym samym, oprócz wątku głównego rozciągającego się na całe trzy sezony, dotyczącego niełatwych losów samego Andrzeja, każdy sezon ma cztery wątki dotyczące poszczególnych pacjentów.

A wracając do tytułu wpisu…
To nie jest serial, który ogląda się przyjemnie. W każdym razie moje rozumienie przyjemności jest zupełnie inne. Choć niemal w całości rozgrywa wśród komfortowego wystroju gabinetów terapeutycznych z wyższej półki, na miękkich sofach i wygodnych fotelach, nazwałbym go wręcz brutalnym. Oczywiście to nie jest taka brutalność jak w opowieściach policyjnych czy wojennych. Ale podróż, w jaką „Bez tajemnic” zabiera widza, może być dla naszych zmysłów znacznie bardziej bolesna niż kolejne filmy pełne sztucznej krwi. Pobudza obie inteligencje – „umysłową” i emocjonalną – ale robi to bez żadnych hamulców, bombardując nas najbardziej intymnymi uczuciami, których natężenie chwilami trudno wytrzymać. Tutaj nie ma ani grama tej całej popkulturowej ściemy, że życie jest tylko fajne, radosne i pełne zabawy. Pacjentami Andrzeja są w wielu przypadkach ludzie, którym inni zazdroszczą. Często znając tylko pozory widoczne z zewnątrz. Świetnie zarabiająca prawniczka, zamożny menedżer wielkiej firmy, oficer elitarnej jednostki wojskowej, córka legendarnego kompozytora, ksiądz na ciepłej kościelnej posadce czy też znakomicie zapowiadająca się młoda skrzypaczka. Ale to właśnie oni cierpią, płaczą, wściekają się, często nie rozumiejąc nawet przyczyn tego, co czują i przeżywają.

Wiele osób idzie na psychoterapię z powodów zupełnie doraźnych, aby poradzić sobie z konkretnym zdarzeniem w swoim życiu lub z jakimiś dolegliwościami (np. tutaj jeden z bohaterów cierpi na dziwne duszności, a inny nie może spać). Praca terapeuty polega na dotarciu do prawdziwych powodów różnych stanów, z jakimi borykają się pacjenci. Ale nie chodzi w tej robocie o to, aby wyłożyć kawę na ławę niczym wykładowca uniwersytecki. Chodzi raczej o umiejętne towarzyszenie pacjentowi w drodze, na której on sam lepiej zrozumie i uświadomi sobie mechanizmy funkcjonowania jego własnej psychiki. Często zmierzy się z tematami, o których przez całe lata wolał nie myśleć. Nierzadko przeżyje naprawdę bolesne zderzenia z własną przeszłością albo spojrzy zupełnie inaczej na to, co dzieje się z nim właśnie teraz.

Hasło reklamowe drugiego sezonu „Bez tajemnic” brzmiało „najtrudniejsze pytania zadajemy sami sobie”. I tak właśnie jest w tych historiach. Bardzo wiele pytań, a znacznie mniej odpowiedzi. Zwłaszcza odpowiedzi prostych, jednoznacznych i pewnych. Ale w ostatecznym rozrachunku jest to też opowieść o ludziach, którzy z ogromnymi trudnościami, w strasznym duchowym bólu, czasem zupełnie dosłownie wyjąc z rozpaczy, ale jednak postanawiają zmierzyć się ze swoim życiem i coś w nim zmienić.

I chyba tyle o fabule. Celowo nie chcę opisywać poszczególnych pacjentów i ich historii zbyt szczegółowo, bo zostały one zbudowane niezwykle kunsztownie, ze świetnym wyczuciem budowy dramatu. Dlatego nie będę odbierał Wam możliwości samodzielnego, odcinek po odcinku, sesja po sesji, odkrywania prawdy o poszczególnych pacjentach i samym Andrzeju. Kilka razy pewnie wpadniecie w pułapkę. Wyrobicie sobie pogląd, który pod koniec sezonu legnie w gruzach. Ale czy nie tak samo jest w życiu? Codziennie oceniamy innych, mniej lub bardziej świadomie, wiedząc o nich bardzo niewiele. Z tego samego powodu nie wklejam tu też żadnego z licznych promujących serial filmików, jakie HBO opublikowało na YT.

Mistrzowskie wykonanie
Niektórzy konsumenci telewizji myślą, że jeśli przed kamerą postawi się amatorów, to oni będą bardziej wiarygodni niż zawodowi aktorzy. Jest to oczywista nieprawda, a jeśli ktoś ma chociaż cień wątpliwości, to niech jednego dnia obejrzy po jednym odcinku „Bez tajemnic” i jakiejś telenoweli dokumentalnej. W jednym i drugim przypadku zobaczymy kłamstwo, to znaczy ludzi udających kogoś, kim nie są. Ale siła „Bez tajemnic” polega na tym, iż serial ten dysponował budżetem pozwalającym zatrudnić absolutną elitę polskiego aktorstwa. I jasne, oni grają. Jasne, poznajemy ich, znamy te twarze. Ale są w tych opowieściach tak wiarygodni, że błyskawicznie wyłączamy sceptycyzm, zaczynamy wierzyć w tych ludzi. Bo też coraz bardziej rozumiemy, że ta inscenizacja pozwala nam zobaczyć historie i sytuacje, które dzieją się naprawdę, często blisko nas, ale są zbyt prywatne, byśmy w prawdziwym życiu zostali do nich dopuszczeni.

W roli Andrzeja występuje Jerzy Radziwiłowicz, na co dzień jedna z legend Teatru Narodowego w Warszawie. W wywiadach skarżył się, że koleżanki i koledzy grający pacjentów mogą pokazać skalę swojego warsztatu, mogą „poszaleć”, a on jako terapeuta musi siedzieć i zachowywać profesjonalny spokój. Oglądając serial przekonacie się, że dużo było w tym autoironii i ekstremalnej wręcz skromności. Jasne, Radziwiłowicz sięga często (choć nie zawsze!) po nieco mniej efektowne środki aktorskie niż reszta obsady. Ale robi w ten sposób jeszcze większe wrażenie, bowiem tworzy portret faceta, który ma być przewodnikiem dla innych, ma wyciągać ich z życiowych kryzysów, a tymczasem nie umie pomóc samemu sobie i bardzo mocno się z tym zmaga. Wikipedia twierdzi, że aktorski styl Radziwiłowicza jest introwertyczny – tak, ale, wybaczcie metaforę, nie jest wcale łatwo zagrać garnek, którzy na zewnątrz zachwyca połyskiem, ale w środku w nim aż kipi!

Wymienię teraz kilkanaście nazwisk i właściwie mogę pozostawić to bez dalszego komentarza. Jako pacjentów Andrzeja zobaczymy m.in. Janusza Gajosa, Magdalenę Cielecką, Stanisławę Celińską, Łukasza Simlata, Ilonę Ostrowską czy Marcina Dorocińskiego. W gronie odtwórców tych ról znajdziemy też aktorów mniej eksponowanych medialnie, ale nie ustępujących powyższym gwiazdom umiejętnościami, jak Magdalena Popławska, Piotr Głowacki, Julia Kijowska czy (ceniona, lecz jako modelka) Małgorzata Bela. Bardzo ważne postacie innych terapeutów, wspierających Andrzeja w jego własnych problemach, grają Krystyna Janda i Maciej Stuhr. A żeby dopełnić gwiazdozbioru, nawet do mniejszych ról zaangażowano takich gigantów polskiego kina i teatru jak Agata Kulesza, Danuta Stenka, Andrzej Chyra, Kinga Preis czy Urszula Grabowska. W trzecim sezonie do gwiazd aktorskich dodano reżyserskie, jak Agnieszka Holland, Wojciech Smarzowski, Agnieszka Glińska czy Kasia Adamik. Kończę już tę wyliczankę, chociaż mógłbym dodać równie renomowanych operatorów obrazu, montażystów czy kompozytorów. Mam jednak nadzieję, że daje Wam to obraz, na jakim poziomie inscenizacji i realizacji utrzymane jest „Bez tajemnic”. Tu nikt się nie oszczędza. Tutaj dwoje aktorów potrafi grać przed 20 minut na jednym planie jedną scenę, która przykuwa uwagę przez cały czas.

Podsumowując…
„Bez tajemnic” to znakomicie nakręcony i cudownie zagrany serial, który nikogo nie pozostawi obojętnym, jeśli tylko odważymy się wejść w niego również emocjami, a nie tylko rozumem. Jeśli spróbujemy wykazać wobec bohaterów choć trochę empatii, spojrzeć ich oczami, poczuć ich uczucia. Być może wielu z nas znajdzie w jednym czy kilku wątkach coś z życia własnego albo naszych bliskich.

To raczej nie jest coś na pół godziny relaksu po ciężkim dniu pracy. Ale jeśli szukacie kawałka telewizji, który rzuci bezkompromisowe wyzwanie Waszym myślom i uczuciom, wystawi je na próbę, zabierze w niezwykłą podróż… obejrzyjcie „Bez tajemnic” od deski do deski. Jest to także produkcja, która pokazuje, że pościgi, wybuchy i strzały wcale nie są potrzebne, aby stworzyć opowieść, od której trudno się oderwać. Wystarczy świetny tekst (choćby zaadaptowany z zagranicy) oraz wybitni artyści.

I wcale nie trzeba się od tej opowieści odrywać, jeśli nie chcemy, bowiem obecnie jedyną autoryzowaną przez producentów okazją do obejrzenia „Bez tajemnic” jest serwis internetowy HBO GO, do którego dostęp ma (lub może mieć po rejestracji) każdy, kto w swoim płatnym pakiecie kablowym czy satelitarnym ma HBO. Są tam wszystkie odcinki i możecie je oglądać w swoim tempie, na swoich zasadach. Ale obejrzyjcie koniecznie!

Zdjęcie: Obsada trzeciego sezonu „Bez tajemnic”
Źródło: Materiały prasowe serialu
Prawa autorskie: HBO Polska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *